Historia

Odwiedzając częstochowską dzielnicę Stradom może się nam wydawać, że jest stosunkowo młoda. Pełno tu domów, które bryłą przypominają najdalej epokę PRL-u. Wciąż budują się też nowe domostwa, powstają sklepy. Gdzieniegdzie widzimy co prawda jakiś starszy budynek, nie pasujący nam do nowoczesnej zabudowy. Oczywiście obserwując zakłady dawnego Wełnopolu mamy świadomość, że to już historia, ale generalnie można odnieść wrażenie, iż ta część miasta Częstochowy nie może liczyć więcej niż jakieś sto kilka lat. Panuje tutaj sielska atmosfera domków jednorodzinnych – takich jakich wiele w innych miastach Polski: dzieci na rowerach, seniorzy na spacerku, a pod sklepami toczą się ożywione dyskusje mieszkańców pobliskich domków. Wielu z nich nie zdaje sobie nawet sprawy, że Stradomiacy nie gęsi i swe dzieje mają. No cóż, może nie są to wydarzenia aż tak porywające i fantastyczne jak historia Pana Twardowskiego lub Przygody Koziołka Matołka, ale warto wiedzieć, że Stradom ma już ponad 450 lat! Przypomnijmy zatem jak to kiedyś było…

Trudno powiedzieć, czy po terenach naszej malowniczej dzielnicy biegały dinozaury. Być może zielone trawy nad Stradomką przydeptał kiedyś rzymski sandał podróżnika, a po bitwie pod Grunwaldem w 1410 r. rycerze króla Jagiełły przyjechali tutaj spędzić urlop łowiąc ryby. A w ryby tutejsza rzeka obfitować musiała, albowiem pierwsza nazwa Stradomki to Rybna właśnie.Wiemy to już pewnikiem natomiast, że Wielkanocą 1430 roku miało miejsce wydarzenie dramatyczne i symboliczne. Oto grupa szlacheckich łotrzyków splądrowała pobliski klasztor jasnogórski. Największy skarb tego przybytku – obraz Najświętszej Maryi Panny został przez zbirów porwany (po uprzednim rozpłataniu ołtarza) i z innymi przedmiotami wartościowymi załadowany na wozy. Ówczesny stan dróg Królestwa Polskiego uniemożliwił jednak średniowiecznym gangsterom ucieczkę z dobytkiem – na granicy dzisiejszego Stradomia, tam gdzie mamy dziś kościół św.Barbary, wóz ugrzązł w błocie. Bandyci zabrali zatem tylko te przedmioty, które mogły pomieścić ich kiesy, a obraz porzucili na drodze. Dając upust swojej irytacji pocięli mieczem twarz Matki Boskiej czyniąc na obrazie słynne rany cięte. Inna wersja mówi zaś o pęknięciu drewna wskutek upuszczenia. Gdzie czmychnęli dalej nie wiemy, ale nazwiska przestępców znane są Kronice Jana Długosza, a ówcześni skojarzyli zbirów z ruchem husyckim. Wkrótce też dosięgła ich karząca ręka sprawiedliwości.

Grupa włościanDalsze wzmianki o wsi pojawiają się przy okazji ’inwentaryzacji’ ziem Królestwa sto lat później, ok. 1530 roku. Rzeka Rybna mianowała się już wówczas Żarnawą – tym razem od żaren młynów, które nad nią wzniesiono. A młyny były dwa – jeden był własnością ojców paulinów, drugi zaś pracował dla króla. Młyn królewski dzierżawił w połowie XVI wieku mieszkaniec częstochowskiego grodu imieniem Piotr Szlapa. Cztery koła młyńskie pracowały w interesie najjaśniejszego pana dostarczając mu jedną trzecią część przemiału. Obroty spadły wraz z nadejściem Szwedów w czasie słynnego ”potopu” – młyn należący do paulinów został poddany ”demontażowi” i nie odbudowano go już później.

Tymczasem w roku 1593 rozpoczął się proces finalizowania nazwy miejscowości. Oto z krakowskiego Stradomia przebył drogę (aż się rzec chce ‘la stradę’) pod Częstochowę podstarościc olsztyński Krzysztof Stradomski. Wakacyjnego dnia 27 lipca tegoż roku pan Krzysztof dokonał zakupu od miasta Częstochowy wójtostwa w widłach rzeki Konopki i przyszłej Stradomki. Okazało się wkrótce, że szlachcic ten jest świetnym administratorem i dba o rozwój swych włości: zainicjował on sprowadzenie z Warszawy komisji królewskiej, która dokonała wydzielenia gruntów wójtostwa częstochowskiego i sąsiedniego Dźbowa. W roku 1601 od nazwy nabywcy ówczensa wieś z folwarkiem nabyła nazwę Stradom. A co to takiego ten Stradom? Jaka jest etymologia słowa? Ano, jak podają słowniki, jest kilka możliwości: ”stradować” znaczy tyle co ”sprzedać za długi”, ”stradać” zaś oznacza ”stracić, zagubić”. Jest też jeszcze związek pomiędzy ”stradny” i ”biedny, stratny”. Nie ma zatem wątpliwości, że nazwa stradom musi mieć związek z jakąś formą ubytku lub straty. Zapewne jednak nie był stratny finansowo pan Krzysztof kiedy w roku 1629 sprzedał swe włości Stanisławowi Czermińskiemu. To właśnie za jego ’kadencji’ długoletnią opiekę i zarząd nad Stradomiem objęła rodzina Bogusławskich. Właściciele zmieniali się lecz Bogusławscy trwali na posterunku.

Druga połowa XVII wieku obfitowała wydarzeniami burzliwymi i dramatycznymi. Przetaczające się przez Królestwo echa licznych wojen dotarły także nad Stradomkę. Pierwsi w ’inspekcję’ wpadli wizytatorzy ze Szwecji. Podczas oblężenia Jasnej Góry w roku 1655 miejscowa ludność czmychnęła w las lub schroniła się wewnątrz klasztornych murów. Wieś poszła z dymem. W obawie przed splądrowaniem świątyni osławiony ojciec Augustyn Kordecki rozkazał uprzednio wszelkie cenne przedmioty zatopić właśnie w stradomskim stawie. (UWAGA: Dostęp do skarbów był niemożliwy, bowiem za Gońcem Częstochowskim z 1915 roku wiemy już, że strzegła go ”siła nieczysta”, a miejsce jego ukrycia wyznaczał głaz w zatoczce, w pobliżu toru kolejowego). Po ”potopie” przyszedł czas na wojnę domową z rokoszanami Lubomirskiego. Krwawa jatka pomiędzy pobratymcami miała miejsce nad rzeką Stradomką w roku 1665. Zakończyła się ona rozbiciem wojsk królewskich, a Jan Kazimierz zwyczajnie obraził się na częstochowską załogę, która nie wzięła żadnej strony w konflikcie zamykając wrota monastyru przed niedobitkami jego wojska. Król zwolnił żołnierzy z pracy i obstawił klasztor ”swoją ekipą”. Z początkiem XVIII wieku wróciły wojska szwedzkie raz jeszcze uprzykrzając życie miejscowym, którzy chcąc nie chcąc przeszli na dietę leśnych owoców.

Kiedy wrogowie wreszcie sobie już poszli, mieszkańcy Stradomia odetchnęli z ulgą i wzięli się do roboty. A roboty było dużo, jak to na wsi. W przerwach pomiędzy pracą w polu mogli się mieszkańcy napić własnego piwa, bowiem od roku 1789 istniał we Stradomiu browar. Szkoda, że informacje na temat piwa są bardzo skromne, jak mniemam znalazłoby się wielu chętnych aby wedle starej receptury odrestaurować lokalny napój. Sukcesywnie z roku na rok ludność wsi powiększała się. Pod koniec XVIII stulecia , według spisu 26 domów zajmowało 147 osób. Trzydzieści lat później, w dobie powstania listopadowego liczba mieszkańców zwiększyła się niemal dwukrotnie osiągając wynik 285 mieszkańców. Co ciekawe, liczba zabudowań nie zmieniała się. Podówczas Stradom obejmował wieś i dwa folwarki. Ten drugi skryty był za lasem cisowym, stąd też powstała nazwa Zacisie, przekształcona później w Zacisze – miejsce za cisami. Za dzisiejszą pozostałość granicy Stradomia i Zacisza można dziś uznać linię ulicy Sabinowskiej. Tereny te zaczęły również się zaludniać i pod koniec XIX wieku leśny pustostan zapewne zaczynał już tętnić życiem. Pozostałości dawnego dworu istnieją do dziś w pobliżu skrzyżowania ulic Piastowskiej i Zaciszańskiej. Dwór należący do państwa Bogusławskich charakteryzował się pięknymi i zadbanymi ogrodami. Miejscowe dzieci uwielbiały go odwiedzać, ale jedyną okazją żeby ”dostać się za płot” były wycieczki organizowane ze szkoły – za zgodą właścicieli. Ówczesny Stradom był zatem sielskim i zielonym miejscem na ziemi, zachowując swój wiejski klimat. Tymczasem pod drugiej stronie rzeki następowało to, co nieuniknione – postępująca urbanizacja i industrializacja…

XIX wiek, czas rewolucji przemysłowej zaznaczył się także na stradomskim gruncie, przynosząc tej ziemi dwa zakłady produkcyjne. Jednymi z nich były powstałe w 1885 roku, po drugiej stronie rzeki, Stradomskie Zakłady Przemysłu Włókienniczego. Fundatorem tychże był z pochodzenia Belg – pan August Peltzer, który za cenę 30 tysięcy rubli zakupił ponad 20 ha ziemi w pobliskiej wsi. Mózg i kierownictwo całej operacji stanowiła kadra rekrutująca się z obcokrajowców, min. Francuzów i Belgów. Liczba pracowników rosła szybko – początkowo zatrudniano tutaj 700 osób. Na progu dwudziestego stulecia było już ich niemal trzy razy tyle, bo aż 1800 osób, natomiast liczba ta wzrosła do 3600 osób w szczytowym okresie rozwoju. W międzyczasie zmieniły się nazwy Zakładów – z Przędzalni Wełny Czesankowej Farbiarni Skór Peltzer i Synowie na Francuską Spółkę Akcyjną Przemysłu Włókienniczego. W czasach kiedy ośmiogodzinny dzień pracy był pieśnią przyszłości, robotnik rozpoczynał pracę już o piątej rano, a kończył ją dopiero wpół do czwartej. Daje to nam 10 i pół godziny pracy z 15-minutową przerwą na śniadanie. Dopiero po zakończeniu II wojny światowej w zakładach obrano system trzyzmianowy i ośmiogodzinny. Warto tutaj wspomnieć, iż lwią część ekipy stanowiły kobiety, które ciężkiej pracy jak widać się nie bały. Po pracy można się było zrelaksować – na terenie osiedla robotniczego, powstałego tuż przy zakładach, istniało kino i łaźnia, odbywały się tu także imprezy taneczne.
Czasy wojen światowych dotknęły też stradomskie fabryki. W latach I wojny światowej produkcję w zakładach wstrzymano, natomiast podczas kolejnej wojny fabryka przebranżowiła się. W 1942 roku niemiecka firma Hasag przejęła zakłady produkując tam głównie amunicję w postaci pocisków przeciwpancernych i karabinowych. Do niewolniczej pracy w zakładach zmuszeni byli Żydzi, skoszarowani w barakach opodal zakładów. Z 36 tysięcy żydowskich obywateli Częstochowy wojnę przetrwało jedynie 1500 osób. Również przymusowo na tereny zakładów zostali przesiedleni mieszkańcy z Poznańskiego. Pociski produkowano tu jeszcze po wojnie, a w 1946 roku zakłady wróciły do włókienniczych korzeni.Dom Kultury "Stradom", 1980r. W 1970 roku otrzymały one ostatecznie nazwę Wełnopol i działały jeszcze niemal 30 lat bo aż do roku 1999. Sąsiednie zakłady Stradom powstały trzy lata wcześniej niż „Peltezery”, bo już w roku 1882. Fundatorami fabryki byli bracia Abraham i Józef Goldstein do spółki z Leonem Oderfeldem i Adolfem Oppenheimerem a ówczesna nazwa firmy brzmiała w pełni: Towarzystwo Akcyjne Częstochowskich Zakładów Jutowych i Konopnych. Słowo Stradom pojawiło się w nazwie dopiero w 1900 roku. Podczas I wojny światowej fabryka zmieniła się w warsztaty naprawcze dla niemieckich samochodów, ale zaraz po jej zakończeniu wrócono do przędzenia. Zakłady ominęły zniszczenia kolejnej wojny a czasy PRL-u były dla nich bardzo przychylne. Dzisiejszy „Stradom” wytwarza świetnej jakości produkty polipropylenowe.

dworzec-stradomZ początkiem wieku XX Stradom doczekał się także własnego dworca kolejowego. W 1902 roku powstał budynek dworca. Rok później, w sierpniu 1903 linia kolejowa Częstochowa – Herby stała się rzeczywistością a parowozy ruszyły w drogę. Mieszkańcy wsi Stradom mogli teraz wsiąść do pociągu… i to nie byle jakiego, bo będącego częścią slynnej kolei Warszawsko – Wiedeńskiej! Warto wspomnieć, że w latach osiemdziesiątych dworzec nadbudowano, a w 2001 roku otwarte zostało tutaj Muzeum Historii Kolei.

Podczas gdy jedna strona rzeki Stradomki systematycznie „industrializowała” się, na zacisznym, a właściwie „zasiśnym” odcinku dzisiejszej ulicy Sabinowskiej powstawały nowe punkty i obiekty. Charakterystycznym miejscem i budynkiem – uroczym i na poły legendarnym jest mała murowana kapliczka, usytuowana na skrzyżowaniu ulic Sabinowskiej i Piastowskiej. Z jej powstaniem w roku 1900 związane są różne opowieści jednak najpopularniejsze są dwie wersje. Pierwsza z nich mówi o tym, iż budowa kapliczki była pokutą za kradzież. Powstańcy styczniowi mieli ponoć ukryć w tym miejscu skarb narodowy, który przodkowie fundatorów kapliczki podstępnie wykopali i bezprawnie sobie przywłaszczyli. Na rodzinę spadła klątwa, a kapliczka miała odkupić ich winy. Druga wersja legendy związanej z tym miejscem jest prostsza – oto epidemia cholery, śmiertelna i okrutna, która na początku wieku zbierała swe żniwo w okolicy zatrzymała swój danse macabre w tymże miejscu. Na pamiątkę i w podzięce ufundowali miejscowi kapliczkę. Jedno jest pewne – kapliczka to symbol nadziei i podziękowanie za odwrócenie złego losu.

No tak – mała kapliczka to jedyny wówczas punkt kultu religijnego na Stradomiu. Od początku XVII weku wieś Stradom należała bowiem do parafii częstochowskiej. Odległość i związane z tym utrudnienia w realizacji duszpasterstwa dostrzegli operatywni księża z Towarzystwa św. Franciszka Salezego czyli w skrócie – salezjanie. Ci zaś przenosili się ze Śródmieścia (gdzie wówczas prowadzili sierociniec) na Stradom, stopniowo nabywając ziemie w latach 1922 – 1939. Skromny dom Boży udało się wznieść przy dzisiejszej ulicy Kościelnej w przeddzień wybuchu wojny. Można powiedzieć, że była to na razie większa kaplica, ale w planach była już budowa oratorium i szkoły zawodowej. Parafia zaistniała z dniem 21 września 1939 roku a kościół został poświęcony 1 października przez biskupa Teodora Kubinę. Pierwszymi proboszczami parafii byli ks. Ludwik Mroczek oraz ks. Stanisław Łukaszewski. Ten drugi w 1941 roku zakupił ziemię pod cmentarz parafialny tym samym dając początek stradomskiej nekropolii. Stary kościół sukcesywnie rozbudowywano a pod koniec lat 70-tych uzyskano zgodę władz na budowę nowego, większego kościoła. Budowę świątyni ukończono w roku 1993 a stary kościółek został rozebrany. W tym samym czasie powstał też dom młodzieżowy.

W myśl łacinskiej zasady ora et labora (módl się i pracuj) Stradom uzyskał kościół i zakłady pracy. Brakowało jeszcze szkoły! I ten punkt rozbudowy Stradomia udało się zrealizować. W 1924 roku grunta Nowego Stradomia, z zastrzeżeniem ‘pod budowę szkoły’ przekazał szlachetnym gestem pan Adolf Jaquessons tym samym wnosząc w Stradomskie progi kaganek oświaty. Początkowo nauki odbywały się w wynajmowanych prywatnych mieszkaniach. W 1937 roku ukończono budowę gmachu Szkoły nr 21 a Szkoła nr 16 została powołana do życia i na zmianę z „dwudziestąpierwszą” urzędowała w budynku tejże. Gmach „szesnastki” powstał po wojnie w latach 1957-1959 jako jedna z wielu „tysiąclatek”.

Koszary przy ul. Sabinowskiej, 1909 r.Przy dzisiejszej ulicy Sabinowskiej na folwarku Bogusławskich powstał jeszcze jeden obiekt – koszary dla wojska. Wzniesione w latach 1906 – 1908 budynki zajął 14 Mitawski Pułk Dragonów Jego Królewskiej Wysokości Księcia Pruskiego Alberta. W trakcie licznych bojów I wojny światowej rosyjscy kawalerzyści zostali ‘wymeldowani’ na rzecz postępujących sił niemieckich. Wkrótce po sromotnej klęsce Niemiec w 1918 koszary przejęło wojsko polskie, a konkretnie skierowano tutaj 7 pułk artylerii lekkiej. Żołnierze tego pułku walczyli w tym czasie dzielnie z Ukraińcami i bolszewicką Rosją, więc faktycznie dotarli na Zacisze dopiero wiosną 1921 roku odnosząc uprzednio sukcesy w bitwach o Kowel czy pod Tarczynem. Co ciekawe żołnierze jednostki byli też artystycznie uzdolnieni – przy pułku powstała orkiestra, chór i teatr. W czasie II wojny światowej koszary zajął Wehrmacht a po wojnie wróciło do nich Wojsko Polskie, tyle że Ludowe, jako 6 Warszawski Pułk Zmechanizowany II Dywizji im. Jana Henryka Dąbrowskiego. Ostatecznie wojsko opuściło koszary w 1994 roku a budynki przejęła Państwowa Straż Pożarna. Dzisiaj mieści się tam doskonale wyposażona Centralna Szkoła Państwowej Straży Pożarnej, znana w Polsce i Europie jako jedna z najlepszych….

A jeśli mowa o najlepszych nie można nie wspomnieć o stradomskich sportowcach, którzy także mają swoją piękną historię (i nie brzydsze sukcesy). Klub Kulturalno-Sportowy „Stradom” powstał w roku 1934 przy zakładach włókienniczych. Początkowo żółto-niebiescy sportowcy zajmowali się kolarstwem i piłką nożną. Warto wspomnieć, że nasi piłkarze do 1939 roku utrzymywali się w klasie A. Sukcesy odnosili nie tylko chłopcy ale także stradomskie siatkarki. Przed wojną powstały jeszcze sekcje lekkoatletyczna i bokserska. W czasie wojny klub zawiesił działalność by wrócić do życia, na krótko, w 1945 roku. Ponowna reaktywacja jako klub piłkarski miała miejsce dopiero w roku 1957. Pod koniec lat dziewięćdziesiątych udało się uratować KS Stradom przed kryzysem i likwidacją. W roku 2002 doszło do fuzji z klubem „Górnik” Dźbów a pełna nazwa finalna klubu (od sponsorów) brzmi obecnie KS Włodar Częstochowa. W 2006 roku stadion wykupiło miasto. Obecnie klub dynamicznie rozwija się a najsłynniejszym byłym wychowankiem jest Jakub Błaszczykowski. Co ciekawe swoją pierwszą ‘bramę’ strzelił w barwach KS-u Górnikowi Zabrze, w którym grał wcześniej. O ironio! Do ostatnich sukcesów żółto-niebieskich należy zajęcie 2 miejsca w IV lidze w sezonie 2008.

Trzeba przyznać, że końcówka XIX wieku i pierwsza połowa XX to czas największego rozkwitu Stradomia. W ciągu tych kilkudziesięciu lat z małej wioseczki jakich w Polsce było wiele Stradom stał się charakterystyczną dzielnicą Częstochowy. A przecież oficjalne włączenie Stradomia do miasta jako dzielnicy miało miejsce w roku 1928 natomiast swe nazwy ulice otrzymały w roku 1931. Ludziom, którzy mieszkają tutaj naście lat może się wydawać, że ta część miasta jest jego dzielnicą od zawsze, ale są jeszcze osoby, które pamiętają czasy gdy nie było tutaj nic poza pustymi polami. Dzisiaj widzimy, że domów przybywa, dzielnica rozrasta się i gdzieś pośród tych nowoczesnych budynków, sklepów i zakładów pracy umyka nam duch starodawnego Stradomia. A tutaj wciąż stoją jeszcze leciwe podmurówki, bielą się kamienne resztki ścian starej zabudowy. Przecież to już ponad 400 lat od kiedy Krzysztof Stradomski zajechał w okoliczne strony i założył nasz kochany Stradom. Wszystkiego najlepszego staruszku – wciąż jesteś w dobrej fformie!

Mateusz Ndos Idczak